Nie-zwykły dzień

15 lipca 2026
Warszawa-Racławicka

Dzień 15 lipca rozpoczął się jak każdy inny: lekkim ociąganiem przy pobudce, nieco zaspaną toaletą, szklanką wody na dzień dobry i Jutrznią prawie przed samym wyjściem do pracy. Tramwaj w tłoku, autobus i 2 km na nogach dla zdrowotności ciała i z Różańcem w ręku dla zdrowotności ducha. Bo też poprzednie dni przyniosły kilka zmartwień, więc jak to ja – przerabiam je w głowie, próbując wpleść w odmawiane Tajemnice, i powierzam Maryi. Poranek jeszcze niezbyt gorący. Moc pracy, więc zostaję dłużej. I tylko budzik przypomina, że pora wyjść z biura. Przebieram się w strój galowy, bo nie wracam do domu, tylko znów w tramwaj i autobus już w skwarze trudnym do zniesienia. Przy zejściu z Mostu Poniatowskiego niespodzianka – remont i brak przejścia dla pieszych, pozwalającego wydostać się z gmatwaniny strzałek, barier i blokad. W końcu udaje się jakoś i już idę w stronę Klasztoru na Solcu. Zwykły dzień zamienia się dzień cudów.

Z uwagi na remont kościoła, wszystko rozgrywa się w niewielkiej kaplicy. Jestem tu pierwszy raz i od razu wzrok podąża w stronę figury Maryi z Fatimy. Powoli wyciszają się zmartwienia poza jednym: czy dam radę nie pomylić melodii psalmu? Refren ma inną ilość sylab i właściwie to będzie improwizacja. A tu o. Szczepan potwierdza, że psalm i czytanie nie z Wigilii Uroczystości, ale z dnia. Lekka panika, ale jakby nie ma innej opcji. Kaplica już zapełnia się ludźmi. Widać, że stali bywalcy, starsi, ale wierni. Jest też reprezentacja naszej wspólnoty OCDS i, co bardzo miłe, kandydatów do Świeckiego Karmelu. Kiedy Ojcowie Wojciech, Szczepan oraz Gość wychodzą z mszą, i tak już wyciszona kaplica jakby milknie bardziej, odcina nas od zgiełku z ulicy i myśli kieruje ku Tej, którą z Jezusem dziś chcemy uczcić: Królowej Szkaplerza Świętego. To z Jej powodu ten dzień jest niezwykły. Ojciec Wojciech podczas kazania nawiązał do nabożeństwa pierwszych sobót i znaczenia każdej z jego części. Przypomniał, że także i dziś bycie dzieckiem Maryi powinno się odznaczać głęboką wrażliwością na krzywdy i zniewagi wobec Matki. Praktyka wynagradzania z pozycji ludzi grzesznych i słabych jest więc wyrazem tej wrażliwości, odpowiedzią na wezwanie Maryi do zadośćuczynienia Jej Niepokalanemu Sercu. Fatimska Pani ukazuje się w ostatnich objawieniach jako Pani Szkaplerzna – to wątek wiążący Jej wezwanie z misją Rodziny Karmelitańskiej, Jej oddanej, w Jej Sercu się modlącej.

Po Mszy odśpiewaliśmy I Nieszpory z Uroczystości Naszej Matki, Siostry i Królowej. A ponieważ Hymn Flos Carmeli podgrywała Jola, jakoś tak wyszło, że i psalmy zyskały oprawę organów. Każdy śpiewał głośno, z głębi serca i czuć było wzruszenie w głosach.

Tradycją tej uroczystości jest adoracja Najświętszego Sakramentu i czuwanie z rozważaniami Tajemnic Różańcowych. Tym razem rozważania nawiązywały do słów wypowiedzianych przez Matkę Bożą do Szymona Stocka w nocy z 15 na 16 lipca 1251 r.:

Przyjmij, mój umiłowany synu, ten szkaplerz dla twego zakonu. Jest on szczególnym znakiem mego upodobania, które uzyskałam dla ciebie i twoich dzieci z góry Karmel. To będzie przywilej dla ciebie i dla wszystkich karmelitów: każdy, kto będzie umierał odziany w ten strój, zostanie zbawiony. To znak zbawienia, ochrona w niebezpieczeństwach, gwarancja pokoju i pojednania”. Całość czuwania spinała Kasia, włączając znajomych i przyjaciół w odmawianie poszczególnych Tajemnic. Dobrała też przepiękne pieśni, które podjęliśmy z ochotą.

W chwilach ciszy między Tajemnicami odpłynęły wszystkie zmartwienia. Nie było już nic poza Jezusem.

Zakończyliśmy czuwanie Apelem Jasnogórskim, powierzając się Maryi na cudowny wieczór i życie całe. Przepiękne świadectwo dały nam osoby na wózkach, które trwały razem z nami na modlitwie.

I żeby niezwykłości dnia stało się zadość… przerzuciliśmy się na Racławicką, do kaplicy prowincjalnej, aby kontynuować adorację i przywitać nowy dzień Uroczystości Królowej Szkaplerza Świętego mszą o 24:00. Wróciłam do domu i położyłam się spać o 1:30, wspominając lata ubiegłe, kiedy adoracja trwała do 6:00. Nie wiem, czy dziś dałabym radę. Chyba się starzeję, ale to znak, że bliżej mi do spotkania z Matką.