„Szumiącym łanem pachnących zbóż
Kwiatów naręczem, pieśnią skowronka.
W bezkresie nieba omodlona
Matko Boska Zielna,
bądź pozdrowiona…”
A. Łękawa
15 sierpnia Kościół obchodzi wyjątkowe święto – Wniebowzięcia Najświętszej Maryi Panny, w naszej tradycji zwane też świętem Matki Bożej Zielnej.
Od bardzo dawna, bo już od końca X wieku, praktykowany jest zwyczaj święcenia w tym dniu ziół polnych i owoców, wywodzący się ze starej chrześcijańskiej legendy, apokryfu mówiącego o tym, jak apostołowie po otwarciu grobu Matki Bożej nie znaleźli tam Jej ciała, tylko same zioła i kwiaty.
Jest to czas największego pielgrzymowania do miejsc kultu Maryi – do Częstochowy, Lichenia, Kalwarii Zebrzydowskiej, świętej Lipki i wielu innych. W tym dniu wykonane wiązanki z ziół i kwiatów przynosimy do kościoła, a kapłan święci je podczas każdej Mszy Świętej.
W wigilię uroczystości Wniebowzięcia Najświętszej Maryi Panny nasza wspólnota, jak co roku, spotkała się w salce w klasztorze u Ojców Karmelitów, aby wspólnie przygotować bukieciki z pachnących ziół i kwiatów. Zanim to nastąpiło, każdy kto posiada ogród lub miał inną możliwość zdobycia roślinek, ruszył na zbieranie darów Pana Boga.
Pragnę opisać to z perspektywy osoby, która pierwszy raz, wraz z mężem Rafałem, uczestniczyła w tym doniosłym i jakże pięknym wydarzeniu.
My sami, z racji mieszkania w bloku, nie mieliśmy możliwości zbierania ziół, więc z tego miejsca bardzo dziękuję Lucynie, która przyczyniła się do tego, że mogliśmy w inny sposób pomóc w tym wydarzeniu – zaprosiła nas do swojego ogrodu w celu przywiezienia kwiatów na uroczystość do klasztoru.
W ogrodzie Lucyny rosły największe hortensje, jakie w życiu widziałam. Z uśmiechem wytłumaczyła mi, że są różne odmiany i pokazała mi także mniejsze, które u niej rosną. Gdy kwiaty zostały zabezpieczone, ruszyliśmy czym prędzej do klasztoru.
Na miejscu, w naszej salce, zobaczyłam ogromne jak dla mnie ilości ziół i kwiatów, a zapach mięty roznosił się po całym pomieszczeniu.
Zaczęliśmy naszą pracę wspólną modlitwą, i również modlitwą zakończyliśmy. Najpierw przyjrzeliśmy się, jak układają wiązanki nasi doświadczeni już w tej materii bracia i siostry, po czym sami ochoczo zabraliśmy się do pracy.
Obawiałam się trochę, jak mi pójdzie, ale wychodziło nie najgorzej, a z chwili na chwilę coraz lepiej. Czas tak szybko mijał w miłej atmosferze, że nawet nie wiem kiedy, a już wszystkie wiązanki czekały w wiaderkach z wodą, na następny poranek, gdy zostały poświęcone na Mszach Świętych przez kapłanów i z błogosławieństwem Maryi, naszej Mamy, trafiły do wielu domów.
Jest nam niezmiernie miło zdobywać nowe doświadczenia, uczyć się od wspólnoty pracy zbiorowej w serdeczności i poszanowaniu dla siebie nawzajem. Był to dla nas drogocenny czas i żywimy nadzieję, że jak Bóg da, to spotkamy się przy tej pracy również za rok.
