Warsztaty w Zwoli dla animatorów Grup Modlitwy Terezjańskiej

11 października 2026
| Prowincja | | spotkanie

Spotkanie w Zwoli dla zainteresowanych animowaniem Grup Modlitwy Terezjańskiej było zwieńczeniem cyklu spotkań online – świeckich karmelitów z o. Józefem Traczem – poświęconych modlitwie myślnej, które były pomyślane jako przygotowanie dla tych wszystkich, którzy chcieliby poprowadzić takie grupy w swoich parafiach, choć bez zbędnego przymusu. Spotkanie w realu było o tyle ważne, że było spotkaniem warsztatowym osób noszących w sobie takie pragnienia, a jednocześnie pragnących poddać je oglądowi z zewnątrz i weryfikacji i – jakby niezależnie – stało się też czasem odnowy i pogłębienia tożsamości świeckokarmelitańskiej.

Spotkanie, na które przybyło 21 osób z całej Prowincji, rozpoczęło się w czwartek późnym popołudniem, Eucharystią, w czasie której usłyszeliśmy słowa Apostołów – które od tego momentu towarzyszyły nam aż do samego końca – a skierowane były do Jezusa: „Panie, naucz nas modlić się” i o to też prosiliśmy my sami, gromadząc się w kaplicy Domu rekolekcyjnego w Zwoli.

SPOTKANIE nas, świeckich karmelitów, miało dać początek innym SPOTKANIOM – w parafiach… z Jezusem, Słowem Żywym, z Tą, która bez trudu odnajdowała Go w tłumie, z drugim Człowiekiem, w którym On jest obecny, z Drugim, który jest Tajemnicą, z Rodziną, którą tworzą modlący się… z Oblubieńcem duszy, z własnym pragnieniem… A samo spotkanie i modlitwa wszechobecna na nim odkrywały w nas COŚ, czego nie wiedzieliśmy o sobie… zmuszały też do zwerbalizowania pragnień, które nosiliśmy w sobie i postawienia pytań, które błąkały się w nas niejasne i niezadane. I… przerosło nasze najśmielsze oczekiwania… bowiem owocowało już tam w Zwoli i nadal owocuje bardziej niż ktokolwiek z nas się spodziewał.

Warsztatowość owego spotkania polegała na „pracy” w parach, a następnie w grupach (4-5-osobowych) oraz w wielkiej 21-osobowej grupie, tj. modliliśmy się modlitwą myślną głośno – najpierw w obecności jednej osoby, następnie – niewielkiej grupy, a na zakończenie o.Józef modlił się w obecności nas wszystkich. Większość z nas powracała z modlitwy doświadczywszy wyraźnej obecności Pana; zaś niektórzy wrócili wyraźnie „przemienieni” (co było widoczne w ich głosach, twarzach, sylwetkach, uśmiechach i spojrzeniach…), doświadczywszy ON BYŁ pośród nich, ale także tego, że modlitwa jednej osoby rezonowała w modlitwie drugiej i zmieniła jej porządek i treści, a nawet przebieg. Mogliśmy też usłyszeć wyznania: „ona naprawdę się modliła, i ja w tym uczestniczyłam, i jakie to było intymne” lub „nigdy nie przypuszczałam, że udział w czyjejś modlitwie może być tak intymnym spotkaniem z Panem i Drugim”, a także: „chociaż tego nie planowałem, Pan pozwolił mi zobaczyć na modlitwie całe moje życie i to, że był obecny w każdym jego momencie i że była w nim Jego miłość… i że żaden włos z mojej głowy nie spadł bez Jego wiedzy”.

Wyjeżdżaliśmy ze Zwoli z listą lektur uzupełniających do przeczytania (np. H. Caffarel, Sto listów o modlitwie, W. Stinissen, Droga modlitwy wewnętrznej), ale też z listą zaleceń dla siebie jako potencjalnych animatorów (zaleceń typu: nie zasłaniaj sobą Pana!, nie bądź ważniejszy od Niego!, nie przegadaj czasu modlitwy!, mów spokojnie i w miarę cicho, żeby drugi mógł „odpłynąć” ku swojemu spotkaniu z Panem!, zachowaj dystans do siebie!, nie zapominaj o przywołaniu Ducha Świętego i o Jego obecności!, przygotuj sobie jedynie „filary” modlitwy, tj. 2-3 kwestie i pozwól się prowadzić Duchowi Świętemu!, nie zapomnij podziękować Panu za spotkanie!… a także: tylko ludzie autentycznej modlitwy mogą innych uczyć modlitwy!).

Był to bez wątpienia cenny czas zmierzenia się z propozycją apostolatu modlitwy. A samo konkretne myślenie o sobie jako osobie animującej grupę modlitwy w parafii przełożyło się na „prześwietlenie” swojej modlitwy, tj. poddanie jej oglądowi z zewnątrz i korekcie. Był to też czas dojrzewania do podjęcia nowych wyzwań w Kościele, pogłębienia własnej tożsamości świeckokarmelitańskiej, zobaczenia tego, jakie mamy dary, których nie wolno nam pozostawić tylko dla siebie i czego nam brakuje. Był to też czas przełamywania lęku i uznania z pokorą braków i ograniczeń, które nas dotykają